wtorek, 7 czerwca 2016

7 grzechów głównych Ratownika Medycznego -1. Nieposzanowanie pacjenta i rodziny jego..

Kiedy w maju 2016 roku ukazał się na Wyspach Brytyjskich raport dotyczący zwolnień chorobowych okazało się, że ratownik w Nort East Ambulance Service chorował średnio 24 dni w roku. Razem z 27 dniami urlopu i 8 dniami tzw. Bank Holiday pracownicy pogotowia są więc w pracy realnie tylko 10 miesięcy w roku. Media opublikowały szereg artykułów, a cały „skandal” urwał się dzięki gwałtownej reakcji opinii publicznej. Okazało się bowiem, że mieszkańcy Teeside i innych rejonów północnego wschodu nie tylko nie mają nic przeciwko, ale popierają i rozumieją taką absencję wśród paramedyków.


Oto część komentarzy dotyczących całej sprawy z artykułów i facebooka NEAS:

„When our loved ones are sick and there is nothing else . We ring 999 and pray to God. They Ambulance service is always there. These people are angels xx”„Paramedics are vital but (like firefighters and police) the government couldn't care less about their welfare.” “Good for them, over stretched and underpaid. They do an amazing job on a daily basis and with very little thanks.”“It’s a very stressful and heavy job where you don’t get paid when you take a lunch break because you’re too busy saving lives. These people are human not robots and get sick just like the rest of us.”

Nie chciałbym wkładać przysłowiowego „kija w mrowisko” i sprawić, abyś czytelniku potraktował ten artykuł jako niesprawiedliwy atak na siebie . Zastanów się tylko, czy nigdy nie zdarzyło się, że Twój kolega z zespołu, stacji, oddziału potraktował swojego pacjenta niemile, z góry, bez należytego szacunku (nie mówiąc już o uśmiechu)? Czy Ty, będąc zmęczony ( w końcu to już 10,20,30… godzina Twojego dyżuru) nie wyładowałeś swojej frustracji na kolejnym tej nocy „nadciśnieniu”? Czy uważasz, że w tym, iż do pacjenta Twój kolega z zespołu zwraca się w trzeciej osobie ( „Ubierze się i zejdzie do karetki”) nie ma nic bardzo złego?

Tak- ja się przyznaję! Nie tylko byłem świadkiem takich zdarzeń, ale mi samemu zdarzało się... Jeżeli i Ty odpowiedziałeś twierdząco na jedno z tych pytań to znaczy, że mamy problem. I to nie problem z brakiem empatii czy kultury, bo to oczywiste, ale problem ze zmianą tego wszystkiego, co nas boli w polskim systemie ratownictwa czyli kontraktów, niskich pensji, braku wsparcia i zrozumienia od Ministerstwa Zdrowia. Ratowników medycznych w Polsce jest według różnych źródeł od 13 do 15 tysięcy, duże grono z nas pracujących jako jednoosobowe działalności gospodarcze. Nawet gdybyśmy powzięli ambitne zadanie ogólnopolskiej akcji protestacyjnej w Warszawie, zjechałoby się nas pewnie około 3-5 tysięcy (pielęgniarek jest w Polsce około 200 tysięcy, sierpniową demonstrację w sprawie podwyżek media szacowały na 10 tysięcy), co daje raczej niedużą grupę nacisku na rządzących w porównaniu do innych demonstracji coraz liczniej przechodzących stołecznymi ulicami.

Do czego zmierzam? Brakuje nam ludzi, kogoś, kto stanąłby za naszymi plecami i kiwając palcem pokazałby, że nie zgadza się aby tak nas traktować. A najlepiej dużo ludzi! W Anglii w oczach społeczeństwa paramedycy to „our green angels”. O wiele trudniej skrzywdzić kogoś takiego niż polskiego „sanitariusza”. W ostatnim czasie ruszyły na facebookowych profilach kampanie społeczne o tym, kim jest ratownik medyczny i dlaczego wzywać pogotowie – chcemy edukować ludzi, zmieniać społeczeństwo. To świetnie! Tylko czy nie powinniśmy zacząć od samego siebie?

Pracując w angielskim pogotowiu, a wcześniej zdobywając doświadczenie międzynarodowe podczas misji na Ukrainie i Nepalu, poznawałem ratowników z różnych stron świata. I naprawdę nie mamy się czego wstydzić! Mamy jednych z najlepiej wyszkolonych ratowników medycznych w Europie, a prawdopodobnie i na świecie. Kursy, szkolenia, konferencje, zawody, portale na facebooku próżno szukać tego wszystkiego w moim NEAS. Tylko przy natłoku wiedzy zaginęło nam chyba to, co najważniejsze – zaginął nam pacjent. A na pewno pani Krysia z 4 piętra bez windy, mieszkająca samotnie, która nie mogąc doprosić się o lekarza z POZ zadzwoniła pod 999 z uwagi na ból kręgosłupa. Albo 6 letni Rafał, który uderzył się wczoraj w głowę i dziś ma temperaturę, a jego mama nie wie co z tym wszystkim zrobić. W końcu my jesteśmy przygotowani na resuscytacje ciężarnej, wypadek autobusu albo skok samobójcy z 5 piętra, na pewno nie na panią Krysię…

To co teraz napiszę dla wielu może być bulwersujące, z góry przepraszam!

1. 90% wyjazdów to wyjazdy nieratujące życia. Zaakceptuj to i staraj się z tym żyć! Jeżeli pogotowie jeździłoby tylko do tych 10%, to 90% ratowników zostałoby bez pracy.

2. Przestań myśleć o sobie jako o „komandosie medycyny”, a zacznij bardziej jako o „pracowniku socjalnym z apteczką pierwszej pomocy”.

3. Uśmiech! Uśmiechaj się do pacjenta, nie ma w tym nic złego. Co więcej - nic Cię to nie kosztuje.

4. Przedstaw siebie i swój zespół, zmniejsz dystans. Niech pacjent wie, kim jesteś - to pierwszy krok do budowy zaufania. Podanie ręki pacjentowi to nie grzech, nie każdy też od razu zarazi Cię nadciśnieniem czy bólami kręgosłupa.

5. Pacjent to nie Twój wróg! Każdy z nich ma swoją historię i swoje problemy, wysłuchaj go i pomyśl jakie postępowanie będzie najlepsze dla Twojego pacjenta, a nie najwygodniejsze dla Ciebie. Warto czasami znieść pacjenta z 4 piętra na krzesełku tylko dlatego, że chodzenie sprawia mu ból.

6. A propos bólu. Pacjenta ma nie boleć! (Jeżeli myślisz ze 2 mg morfiny uśmierzy silny ból u dorosłego mężczyzny, to najwyższy czas zająć się homeopatią). I nieważne czy do szpitala jest 2 minuty czy 2 godziny drogi.

7. Wspólnie z pacjentem staraj się znaleźć najlepszą drogę postępowania dla niego. Tłumacz, tłumacz i jeszcze raz cierpliwie i z uśmiechem na ustach tłumacz. To, co dla Ciebie jest „oczywistą oczywistością”, dla pacjenta może być totalną abstrakcją.

8. Dyżur ma zawsze określoną ilość godzin- „trać” ten czas na pacjenta i dla pacjenta jeżeli on tego potrzebuje. Jeżeli wypicie herbaty z pacjentem rozwiąże jego problem, to poproś jeszcze o ciasteczka.

9. Nie oceniaj i nie wydawaj wyroków – nie jesteś sędzią.

W dużym skrócie : Ty jesteś dla pacjenta (w końcu sam chcesz, żeby pogotowie stało się kiedyś służbą). Dla każdego jednego pacjenta, do którego pojechałeś. Spraw, żeby on widział w pogotowiu to ogniwo systemu opieki zdrowotnej, które zawsze zareaguje, kiedy on będzie tego potrzebował. Oczywiście nie rozwiąże to wszystkich jego problemów, ale przynajmniej ze spokojem wskaże drogę. Zbudujmy relacje z pacjentami, która spowoduje, że kiedy kolejny Minister Zdrowia stwierdzi, że nie ma podwyżek dla ratowników, pacjenci, których spotkaliśmy na swojej drodze podniosą głowę i upomną się „o swoich ratowników medycznych”.

A dalej? A dalej zajmijmy się edukacją społeczeństwa, która zresztą poprzez zmianę naszego podejścia sama się już rozpoczęła . Pacjencie! Zawsze, kiedy do Ciebie przyjeżdżałem, robiłem wszystko dla Twojego dobra - co zresztą sam widziałeś, nawet jeżeli Twoje życie nie było zagrożone. Teraz musisz mi zaufać i zrozumieć, kiedy jestem Ci potrzebny, a kiedy nie.

Jeżeli w mediach słyszysz dyskusję o zwiększeniu moich uprawnień, to popierasz to z całego serca bo wiesz, że ratownik to człowiek, od którego zależy Twoje życie i zdrowie i ufasz mi, bo przy każdej okazji, w której mnie spotkałeś, wykazywałem się dużą empatią i profesjonalizmem. Nie podoba Ci się, kiedy próbują pozbawić mnie moich praw każąc pracować na kontraktach za niskie pieniądze – wiesz, że od mojego wypoczętego umysłu zależy jak szybko i trafnie podejmę decyzję. Znasz mnie i ufasz, bo dałem Ci się poznać z dobrej, ludzkiej strony.

Zdaję sobie sprawę, że naprawa systemu ratownictwa medycznego w Polsce to ścieżka kręta i zawiła. Wiele rzeczy niestety na niej nadal nie należy do nas, ale ten jeden krok – zmiany w nas samych - możemy postawić tylko my sami.

Koniec części 1 z zaciekawieniem czekam na pozostałe :) (Kuba)

Autor: M.K.